Witajcie. Napadła mnie pewna wena, jak wiadomo nie jestem wybitnym pisarzem, błędów będzie jak mrówek ale starałem się, i postanowiłem przedstawić moją oczywiście wymyśloną opowieść, proszę o łagodne komentarze, gdyż niestety talentu nie mam
.png)
Piszę to bo lubię. W miarę miłego czytania
Moczary Zagubienia.
Wszystko zaczęło się w Anglii, Na małej wsi... Byłem w podróży, zwiedzałem świat.
W wielu miejscach zawitałem, droga była przyjemna i pełna wrażeń. Ale do pewnego
czasu. Takich wrażeń się nie spodziewałem. Przejeżdżałem przez malutką wieś, nazwy
niestety nie znam bo znaki były powyrywane... Hmmm, może ktoś szukał mało sensownego
zajęcia? Nieważne, Droga przez wieś była nieprzyjemna, wszystkie domy wyglądały
na opuszczone, ale jakoś niespecjalnie mnie to interesowało, czułem się nieswojo,
chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce. Gdy dojechałem do końca piaszczystej
drogi ujrzałem wjazd do lasu... Powiedziałem sam do siebie:
- No pięknie... Co robić?
Zerknąłem na mapę... Ale widziałem na niej tylko prostą asfaltową drogę.
Byłem bardzo zdezorientowany, gdy moim oczom ukazała się postać starszej kobiety
która poruszała się w stronę mojego samochodu. Gdy przechodziła obok samochodu
odrazu otworzyłem okno i zwróciłem się do kobiety:
- Przepraszam panią, mogłaby mi pani uświadomić gdzie jestem?
Starsza pani poprostu mnie zignorowała! Poszła sobie dalej jak gdyby nigdy nic...
Pomyślałem że może jest głucha, lub chora.
Zdenerwowałem się nie na żarty. Byłem tak zdesperowany że wjechałem do tego przeklę-
tego lasu, mając nadzieję że będzie z tamtąd jaki kolwiek wyjazd.
Czym głębiej zapuszczałem się piaszczystą drogą w las, tym gorzej się czułem.
Przyśpieszyłem trochę bo droga była całkowicie prosta, a wydawało się że jadę
już nią wieki. Przesadziłem trochę z
prędkością... Nie spodziewałem się że ta
droga jest już tak krótka i zaczynają się jakieś cholerne bagna! O nie...
Samochód ugrzązł... Cóż, nie ma rady trzeba szukać wyjścia z tych bagien i znaleźć
pomoc, której jak sądzę cofając się nie uzyskam gdyż ta wieś zdaje się być marnym
wyjściem. Miałem plecak w bagażniku, akurat na brzegu. Był w sumie pusty,
prócz
paru rachunków ze sklepów w których po drodze uzupełniałem zapasy na dalszą drogę.
Zarzuciłem plecak na ramię wziąłem ze sobą parę rzeczy i ruszyłem prosto przed
siebie. Telefon nie miał zasięgu... zresztą, co się dziwić pomyślałem... Zawsze
miałem cudowne szczęście... Szedłem i szedłem już chyba półtorej godziny, a końca
tego śmierdzącego bagna nie było widać. Zauważyłem że robi się ciemno... Byłem
daleko od samochodu, zmęczenia nawet nie czułem gdyż wyspałem się przedtem.
Więc postanowiłem szukać chociażby po ciemku, miałem przy sobie latarkę, a nawet
baterie do niej zapasowe. Czym było ciemniej, tym bardziej było przerażająco.
No, zapadła całkowita ciemność, nie widać prawię nic, szczególnie z moim wzrokiem,
zapaliłem więc latarkę i posuwałem się coraz dalej, najgorsze było to, że jestem
zupełnie sam niewiadomo gdzie, ani niewiadomo na jak długo. Już dwie i pół godziny
chodzę po tym śmierdzącym mokradle, ale nagle moją uwagę przykuła chatka z drewna?!
Co może robić w takim odludnym miejscu... Tu nawet nie da się żyć. Choć strach
wyżerał mnie od środka... Powoli zbliżyłem się do tajemniczego domku.
Hmmm, chyba nikogo nie było w nim skoro świeciłem po oknach, oraz wielokrotnie
waliłem w drzwi, na wszelki wypadek gdyby był tam właściciel. Drzwi otworzyły się
gdy tylko je dotknąłem. Dom był pusty z wyjątkiem... Pętli. Pętli przymocowanej do
belek na suficie... Teraz mnie sparaliżowało, czy ktoś tutaj popełnił samobójstwo?!
Stałem wryty chyba z 10 minut, nie mogłem się ruszyć. Nagle słyszałem kroki. Jakby
ktoś wychodził z pokoju za pętlą, choć kompletnie nic nie widziałem. Nagle pętla
zaczęła się poruszać. Wiatr? Nie było go. Nagle poczułem przeszywające zimno. Wzrok
mi zmętniał i straciłem przytomność. Obudziłem się w samochodzie?! Zaraz przy
wjeździe do tego lasu?! Gdy otrząsnąłem myśli odrazu wcisnąłem wsteczny i
pojechałem inną drogą. Czy to był sen, nie wiem, a może to się wydarzyło
naprawdę? Ale co wyciągnęło samochód? Jak wróciłem przed las... Nie wiem...
Dalsza podróż była miła a gdy wróciłem do domu nikomu o tym nie mówiłem. Tylko
myślałem o tym codziennie, nikt o tym nie wie, ale tą historię musiałem zapisać
w tym pamiętniku.