Nazywam się John Robinson.
Pochodzę z małej wyspy na wybrzeżach Pacyfiku.
Nigdy nie wierzyłem w legendy i mity aż do tego dnia.
Spotkałem starszego człowieka to był nasz miejscowy mędrzec.
Wiedział bardzo dużo o wyspie, opowiedział mi ciekawą historię o dziwnych istotach żyjących na dnie tego pięknego oceanu.
Uśmiechnąłem się kpiąco i pożegnałem się.
W nocy dręczyły mnie przerażające koszmary, były o czymś dziwnym… tego nie dało się wytłumaczyć.
Widziałem morze był sztorm coś wyłaniało się z wody.
Wtedy się obudziłem następnego dnia popytałem o tych stworzeniach i dowiedziałem się gdzie je dawno temu widziano.
Miałem łódkę na której łowiłem ryby była mała i licha ale musiało mi to wystarczyć… wziąłem sprzęt nurka i wyruszyłem.
Kiedy dopłynąłem na miejsce wziąłem harpun i założyłem kostium, zanurzyłem się w niebieską otchłań.
Niestety nic nie znalazłem gdy wszedłem na łódkę coś w nią niewiarygodnie mocno uderzyło.
Zdążyłem zdjąć kostium i nie miałem tlenu.
Obudziłem się na wyspie była tam świątynia wielka budowla nie zważając na to myślałem o ucieczce.
Wieczorem zrobiło się chłodno więc postanowiłem znaleźć schronienie najlepszym wyjściem była tajemnicza wielka świątynia… gdy tam wszedłem położyłem się spać podłoga była nie wygodna i zimna.
W nocy obudziło mnie głośne warczenie.
Dochodziło z oceanu gdy wyszedłem przed świątynie ujrzałem wielkie fale które zalewały cały ląd.
Po chwili wyłoniła się wielka rybia postać była gigantyczna… Potem ujrzałem przypływające łódki byli tam ludzie głoszący jakieś słowa - nie mogłem ich zrozumieć.
Po pewnym czasie Ci ludzie i rybia postać szły w kierunku pustyni w której się znajdowałem.
Schowałem się w za jedną z licznych kolumn.
Ludzie znikli weszła tylko ogromna rybia postać wyczuwała moją obecność nie wiedząc co robić zacząłem się przekradać koło bestii.
O matko nie udało się!!!
Spojrzała się na mnie swoimi obrzydliwymi nie zamykającymi się ślepiami.
Wstrzymałem oddech potwór wydał straszny i głośny krzyk lecz wydawało się że mimo iż na mnie patrzył, nie widział mnie.
Wyszedł ze świątyni i udał się w stronę oceanu gdy się zanurzył odwrócił się w stronę świątyni i z powrotem tu szedł.
Złapał mnie zacząłem krzyczeć ale bez skutku wrzucił mnie do oceanu nie miałem jak oddychać więc popłynąłem w górę.
Gdy wydostałem się z dna morskiego ten potwór powrócił ludzie z powrotem przypływali łódkami do stwora i głosili słowa których nie rozumiem.
Wśród nich był mędrzec powiedział ,,PRZESTAŃCIE’’!
To wybraniec potwór patrzył się na mnie ale nic nie robił ludzie spytali się mędrca:
-Jak to, on?
Mędrzec na to jak wytłumaczycie że bestia go nie pożarła on miał przeżyć i przeżyje.
Zabrano mnie z powrotem na wyspę a potwór schował się na dnie po paru latach na wyspę przybyli mniejsi ryboludzie i zabrali mnie...
Dedyk dla roszpuna

bez namowy bym tego nie wysłał