|
|
|
11-06-2010, 20:43
|
#51 (permalink)
|
|
Pozytywnie uzależniony
Zwiń / Rozwiń info
Postów: 95
Panel Piwny:
Otrzymał:
3 za 3 wypowiedzi
Postawił: 5
|
Ten ostatni też ciekawy . Zastosowałeś powtórzenia czego wcześniej nie zauważyłem w innych wierszach ale nie wyszło to źle .
Najlepszy tekst : "Oczyma na oścież otwartymi"
A ciekawe jak tam rudy bo dawno nie widziałem żadnej wstawki od niego , obraził sie może
|
|
BigCat regeneruje siły...
|
|
19-07-2010, 19:27
|
#52 (permalink)
|
|
Moderator
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Dec 2009
Skąd: Olsztyn
Słucham: Mastodon, Gazpacho, Void Of Silence
Gram na : Washburn Wi 14 i Ibanez TBX 15 R.
Postów: 247
Panel Piwny:
Otrzymał:
47 za 40 wypowiedzi
Postawił: 30
|
Tym razem coś innego. Wstęp do prowadzonej przeze mnie kampanii w D&D. Testerzy wypowiadali się dość pozytywnie na jego temat, ale zależy mi na szczerych opiniach ;p Zależało mi na zbliżeniu się stylem do Sapkowskiego, zresztą zobaczcie sami:
Cytat:
- Działo się to u zarania dziejów…
- Bzdury gadacie, panie minstrel, toć ja sam żem widział.
- Skończ pierdolić, to dla większego dramatyzmu. Zatem działo się to u zarania dziejów, w czasach mrocznych i straszliwych, gdy świat przemierzały ogromne armie, depcąc wszelkie piękno i życie…
- Taa… te cholery mi w szkodę wlazły…
- Ekhm… taak… Zatem armie niezliczone przemierzały świat a o każdy niemal skrawek ziemi toczono krwawe boje. Są na świecie miejsca, gdzie nic już nie wyrośnie…
- Bo to jak ten mag spudłował kulą ognia i pół lasu poszło się jebać, to ja się nie dziwię że nic tam już nie wyrośnie, ponoć do dziś nie zgaszono wszystkiego i gdzieś tam jeszcze się tli ogień.
- Czasy to inne były niż teraz, okrutni królowie wysyłali młodych ludzi na śmierć, by umierali za ich gwiaździste sztandary i deptali swymi śmierdzącymi onucami ziemię sąsiadów. Wtedy nie tylko krasnolud elfowi a elf krasnoludowi był wilkiem. Człowiek człowiekowi nawet, a brat przeciw bratu powstawał i syn przeciw ojcu…
- A pamiętacie jak staremu Arturowi się zmarło? O tę lepiankę i skrawek ziemi się jego obaj synowie pokłócili a Jeremi oko stracił w bójce.
- Stracił je jak najebany w trzy dupy się wyrżnął na brony próbując nie narobić hałasu. Pół wioski skurwysyn wrzaskiem obudził.
- Panowie, powagi trochę… W każdym razie wydarzenia te nie pozostawiły bogów obojętnymi, sam Heironeous postanowił rozprawić się ze złem, zstąpił z niebiesu pod postacią smoka i w ciągu tygodnia obleciał cały świat, roniąc łzę nad każdym miejscem, które zostało skalane przez śmiertelników.
- Bzdury gadacie, panie minstrel, sam żem był w lesie na polanie wisielców i żadnych łez tam ni ma. W pewnym momencie pomyślałem że mnie jaki ptasi skurwiel na głowę narobił gdym czapkę zdjął przed moim bratem wiszącym na suchym konarze, ale patrzę w górę a tam jeno ciemne chmury i jaki taki pomarańczowy skurwiel leci, myślę - nie ptak, bo jakby toto na mnie narobiło to bym się przez miesiąc z tego gówna nie wygrzebał. Schylam się, a tam taki kamyk dziwny leży, to wziąłem. Nie rozstaję się z nim od tamtej pory, taka pamiątka z tamtego miejsca…
|
__________________
Yossarian zawdzięczał zdrowie ćwiczeniom fizycznym na świeżym powietrzu, pracy zespołowej i duchowi sportowemu, gdyż uciekając przed tym wszystkim odkrył po raz pierwszy szpital.
Joseph Heller - Paragraf 22
|
|
Yoss regeneruje siły...
|
|
19-07-2010, 21:08
|
#53 (permalink)
|
|
The Evil
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Jan 2010
Skąd: Chełm
Słucham: http://www.lastfm.pl/user/Exbitz
Gram na : Growl
Postów: 744
Panel Piwny:
Otrzymał:
55 za 42 wypowiedzi
Postawił: 87
|
Fakt, przypomina AS-a, ale bardziej z Narrenturmu niż Wiedźmina..
|
|
exbitz regeneruje siły...
|
|
20-07-2010, 15:19
|
#54 (permalink)
|
|
The Evil
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Feb 2010
Skąd: cieszyn
Słucham: Thrash,death,heavy metalcore,rock,blues
Gram na : gitare juz mam ale brakuje mi silnej woli
zeby sie nauczuc grac;D
Postów: 805
Panel Piwny:
Otrzymał:
34 za 28 wypowiedzi
Postawił: 84
|
fajnym jezykiem to napisales,tylko te przeklenstwa jakos mi tu nie pasuja,chodzi mi oto by lepiej byly takie bardzeij archaiczne i lepij by to pasowalo
|
|
andre6616 regeneruje siły...
|
|
03-03-2012, 01:32
|
#55 (permalink)
|
|
Moderator
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Dec 2009
Skąd: Olsztyn
Słucham: Mastodon, Gazpacho, Void Of Silence
Gram na : Washburn Wi 14 i Ibanez TBX 15 R.
Postów: 247
Panel Piwny:
Otrzymał:
47 za 40 wypowiedzi
Postawił: 30
|
1,5 roku... Trzeba by coś nowego napisać
Cytat:
Zimna końcówka lufy wbijająca się doktorowi Stein'owi między żebra dokładnie na wysokości serca skutecznie wyrwała go ze snu. Rzecz jasna spanie na krześle, do którego jest się przywiązanym, trudno jest nazwać szczególnie komfortowym. I. Jeszcze. Ta. Lufa...
Przywykły raczej do leniwego staczania się z małżeńskiego łoża Stein otworzył powoli jedno oko i rzucił nim to tu to tam, nie dając mu wiele czasu na akomodację. Pamięć o wydarzeniach ostatnich godzin wracała powoli, wpierw cicho się skradając, by następnie kopnąć go znienacka w potylicę. "Te nocne przygody mnie wykończą" jęknął w myślach - "Nie dadzą człowiekowi spokojnie wrócić z dyżuru... A to policja ściga człowieka z alkomatem, a to kibole z baseballami. A to się człowiek budzi w londyńskim rynsztoku... Przeistoczeniu się tej myśli w słowa wyraźnie przeszkadzała skarpetka tkwiąca w ustach doktora. Wyraźnie była to również skarpeta zdjęta z lewej stopy Steina, co w dużym stopniu tłumaczyło jej smak. „Grzybowa” pomyślał ironicznie.
Lufa boleśnie przypomniała o sobie wbijając się mocniej między żebra. Stein widział w myślach pocisk opuszczający ją z ogromną prędkością… dziura w plecach wielka nie będzie, ale za to z przodu… „Klatka piersiowa rozwarta w bezgłośnym okrzyku cierpienia…”. I to wszystko zakładając, że jest to lufa pistoletu. Pocisk strzelby opuściłby ciało dalece bardziej widowiskowo i, prawdopodobnie, przedziurawiłby również ścianę akurat pośrodku wielkiej, czerwonej plamy z krwi i resztek organów wewnętrznych. Z tej odległości byle widelec może zabić, a co dopiero strzelba. Albo taki Kałasznikow… Możesz go przejechać czołgiem i oblać kwasem a i tak będzie w stanie wypluć cały magazynek, w mgnieniu oka wybijając do nogi małą wioskę, oddział kolumbijskiego wojska wkraczającego na pole koki lub jednego pechowego doktora. A… może to…
Desert Eagle! Kaliber 12,7mm i siła rażenia niewiele mniejsza niż w przypadku strzelby…
W odgadnięciu, jaka to broń, wydatnie pomógł doktorowi fakt, iż drugi Desert Eagle był właśnie wycelowany wprost w jego twarz.
- Ma pan kłopoty, doktorze. – stwierdził ten z przodu, podczas gdy drugi wyciągał skarpetkę z ust Steina.
- Nie umknął mi ten szczegół. – zripostował doktor i natychmiast zwinął się w bólu po soczystym kopniaku otrzymanym w splot słoneczny.
Desert Eagle – pomyślał, dławiąc się krwią - jedna z najbardziej zawodnych broni na świecie, której legendę zbudowały filmy i gry. Broń, która zabiła niewiele mniej ludzi niż żarłacze tygrysie… i tylko trochę więcej niż żelkowe misie.
I jeszcze ten napis „REPLIKA” po boku lufy.
|
Co sądzicie?
__________________
Yossarian zawdzięczał zdrowie ćwiczeniom fizycznym na świeżym powietrzu, pracy zespołowej i duchowi sportowemu, gdyż uciekając przed tym wszystkim odkrył po raz pierwszy szpital.
Joseph Heller - Paragraf 22
|
|
Yoss regeneruje siły...
|
|
|
Yoss upija się dzisiaj na koszt:
|
|
03-03-2012, 11:37
|
#56 (permalink)
|
|
Administrator
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Aug 2009
Skąd: From Hell
Słucham: Metal/Rock/Punk/Reggae
Gram na : elektryk (Cort EVL-X4 + VOX + Zoom G2.1u )
Postów: 725
Panel Piwny:
Otrzymał:
53 za 33 wypowiedzi
Postawił: 80
|
Niezłe i z humorem. Talent jest. Tylko jedna sprawa. Przeciętny polak ma niezbyt wielki zasób słownictwa. Masz ciekawy styl i jakby to nazwała moja polonistka x lat temu : "kwiecisty". To spoko ale po przeczytaniu 3 stron czytelnika zaczną nudzić aż tak bogate opisy. Potrafisz je budować - to de lux, ale używaj z umiarem.
Poza tym piwo. Za słownictwo, humor i wiedzę z zakresu broni
|
|
yazoo regeneruje siły...
|
|
03-03-2012, 16:10
|
#57 (permalink)
|
|
Administrator
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Aug 2009
Skąd: Rzeszów
Słucham: http://lastfm.pl/user/Cruisher
Gram na : na kaloryferze z sąsiadami
Postów: 821
Panel Piwny:
Otrzymał:
45 za 31 wypowiedzi
Postawił: 60
|
Przypomina mi się reklama banku z Marek Kondratem :P
No no dobre, chociaż faktycznie nie przesadzał bym z długością tekstu pisanego takim stylem.
__________________

żyjemy z nadzieją że odkryjemy dlaczego ją mamy...
|
|
Cruisher regeneruje siły...
|
|
07-03-2012, 18:19
|
#58 (permalink)
|
|
Moderator
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Dec 2009
Skąd: Olsztyn
Słucham: Mastodon, Gazpacho, Void Of Silence
Gram na : Washburn Wi 14 i Ibanez TBX 15 R.
Postów: 247
Panel Piwny:
Otrzymał:
47 za 40 wypowiedzi
Postawił: 30
|
Nowe opowiadanie, trochę dłuższe od poprzedniego
Łowca szczurów
Cytat:
I
Nazywam się John Cooper i jestem łowcą szczurów.
Świat skończył się 5076 dni temu. Wraz z nim skończyła się wojna między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Tej wojny nikt nie wygrał. Przegrali zaś wszyscy. Nigdy nie zapomnę tamtego dnia. Była to środa, jak każdy oficer armii Stanów Zjednoczonych zostałem wtedy pilnie wezwany do swojej jednostki. Wszyscy już do tego przywykliśmy, więc jak zwykle ucałowałem żonę i córkę na pożegnanie i pojechałem do pracy. Kathy miała odwieźć naszą małą Lily do szkoły, wyjeżdżając z garażu zobaczyłem, że machają mi jeszcze na pożegnanie.
Wtedy widziałem je ostatni raz.
Gdy po pół godziny jazdy dotarłem do bazy wojskowej uderzyło mnie zdenerwowanie żołnierzy. Mimo, że wojna trwała już prawie dziesięć lat, nigdy nie widziałem w ich oczach strachu. A tamtego dnia było go tak wiele… Okazało się, że Rosjanie wystrzelili w kierunku Stanów kilkadziesiąt pocisków nuklearnych. A nasz system obrony mógł zniszczyć najwyżej kilka… Wnet zadzwonił telefon od prezydenta – z rozkazem zejścia do schronu. Nie było czasu na kontakt z rodziną, do apokalipsy zostało kilka minut. Nie byliśmy w stanie nikogo uratować.
Potem skończył się świat.
Byliśmy pewni, że nikt nie przeżył. Odnotowane wstrząsy miały siłę 9,8 stopni w skali Richtera, chmura pyłów i radioaktywnych cząstek była tak gęsta, że straciliśmy łączność satelitarną. Byliśmy pewni, że nikt nie przeżył.
Pierwsze dwa lata spędzone pod ziemią były straszne. Tęsknota za bliskimi, niepewność jutra, monotonne i niewielkie posiłki oraz wyłącznie męskie towarzystwo nie służyło nam dobrze. Potem było jeszcze gorzej… Mimo początkowego respektowania hierarchii wojskowej wkrótce zaczęły się bunty. Wśród żołnierzy zaczęły tworzyć się kasty. Trudno powiedzieć, czy bardziej obawiano się tajemniczych szamanów czy bezwzględnych magnatów. Nieco niżej stali strażnicy – łotry w służbie obu najwyższych kast. Najniżej znaleźli się farmerzy. Ich zadaniem było zapewnienie żywności magnatom i szamanom. Gdy skończyły się zapasy dowiedzieliśmy się, w jaki sposób mieli to robić.
Nikt nie chce zostać zjedzony.
Pierwsze powstanie przeciw magnatom upadło. Nie byliśmy w stanie przeciwstawić się ich potędze. Byliśmy tylko zagłodzoną, zdesperowaną masą. Ponadto dla niektórych z nas stało się oczywiste, że obalenie obecnej władzy niczego nie zmieni. Coraz częściej słychać było głosy o chęci wyjścia na zewnątrz. Nie wiedzieliśmy, możemy tam spotkać, ale nikt nie sądził, by mogło być gorzej niż tutaj.
Wtedy przyszły szczury.
Wśród farmerów zaczęła krążyć plotka, że część strażników zniknęła i drugie powstanie ma szansę powodzenia. Zaczęły się gorączkowe przygotowania, każdy z nas pałał żądzą zemsty. Już mieliśmy ruszać do walki, gdy z głośników rozmieszczonych w całym schronie dało się słyszeć głos jednego z szamanów – wśród farmerów szukano ochotników, którzy zasilą nowo powstające jednostki, gotowe do walki z nowym, wspólnym wrogiem. Wzywano nas do solidarności z ofiarami nocnego ataku. Obiecano możliwość bezpiecznego wyjścia na zewnątrz w kombinezonach przeciwpromiennych. To przeważyło szalę. Wraz z kilkunastoma towarzyszami zgłosiłem się do walki.
Tak zostaliśmy łowcami szczurów.
W dniu apokalipsy wstrząsy były tak silne, że popękały niektóre ściany schronu. To tamtędy weszły szczury. Wcześniej sądziliśmy, że wszelkie życie na ziemi zostało unicestwione. Myliliśmy się jednak srodze. Potrzebni byli ludzie, którzy wyjdą na powierzchnię, odszukają i zniszczą gniazda szczurów. Veni, vidi i vici. Naszą kilkunastoosobową grupę łowców nazwano więc Cezarem. My sami czuliśmy się jednak jak skazańcy oczekujący na rozszarpanie przez dzikie zwierzęta na arenie cyrku. Ale możliwość wyjścia na zewnątrz… To nas kusiło. Chciałem odszukać swój dawny dom. Zobaczyć go raz jeszcze. I znaleźć jakieś pamiątki po Kathy i Lily… O ile cokolwiek ocalało.
II
Nazywam się John Cooper i jestem łowcą szczurów.
Świat skończył się 5356 dni temu a wraz z nim umarła wszelka nadzieja. Początkowo było nas piętnastu.
Jorge miał meksykańskie korzenie. Wychowywaliśmy się na jednym osiedlu, chodziliśmy do tej samej szkoły i bujaliśmy się w tych samych dziewczynach. Nigdy nie zapomnę widoku Jorge, jego ojca i trzech młodszych braci, gdy mieli sjestę. Leżeli w pięciu wzdłuż płotu, każdy z twarzą ukrytą pod sombrero. Nigdy też nie zapomnę jego prośby o skrócenie cierpienia.
Matt zawsze był outsiderem. W szkole wyszydzany i wytykany palcami bez wyraźnego powodu. Podobnie było w wojsku. Patrząc w jego oczy widać było czyhającą na niego śmierć. Odszedł tak samo cicho jak żył, przygnieciony kilkunastoma tonami cierpienia.
Andrea i Luca byli wiecznie tryskającymi humorem bliźniakami o włoskich korzeniach, urodzie i manierach. Nigdy nie widziałem żadnego z nich smutnego czy narzekającego na parszywy los. Wszystkie próby przechodzili z uśmiechem. Do czasu gdy Luca zginął w potyczce ze szczurami… Andrea nie był w stanie tego znieść i zabił się następnego dnia.
Miles kochał bluesa. Nie dziwota u kogoś, kto dostał imię po Milesie Davisie i w dodatku był murzynem. Pewnego dnia, jeszcze w schronie, zdobył w jakiś sposób harmonijkę ustną. Pewnie mi nie uwierzycie, ale ten człowiek potrafił malować za pomocą dźwięków. Siedzieliśmy wokół niego godzinami - jak w transie - on grał i grał, a my czuliśmy się jak w niebie, mimo że byliśmy uwięzieni dziesiątki stóp pod ziemią. Grał i grał a my słuchaliśmy go jak proroka. Umierając dał mi tę harmonijkę. Nie umiem wydobyć z niej dźwięku, ale zawsze gdy trzymam ją w ręku przypomina mi się cudowna muzyka Milesa.
Nigdy nie miałem okazji dobrze poznać George’a, Michaela, Bruce’a i Paula. Wszyscy czterej odłączyli się od grupy tuż po opuszczeniu schronu i ślad po nich zaginął. Jakiś czas temu znaleźliśmy szczątki jednego z nich. Wyglądało to na kolejne dzieło szczurów.
Bjoern był Szwedem. Wyglądał jak prawdziwy Wiking, jeździł volvo i miał cudowną żonę. Był bardzo jowialnym człowiekiem, jednak po apokalipsie bardzo zamknął się w sobie. Potrafiłem doskonale zrozumieć, co czuje. Mnie też tęsknota za żoną doprowadzała nieraz na skraj szaleństwa. Bjoern podobnie jak Andrea popełnił samobójstwo. Pewnego dnia po prostu odszedł od obozowiska i strzelił sobie w głowę.
III
Nazywam się John Cooper i jestem łowcą szczurów.
Świat skończył się 5472 dni temu. Podczas naszej wędrówki zdobyliśmy pewne informacje o szczurach. Ciągle jednak nie zdołaliśmy przeprowadzić na nich żadnych badań. Są niezwykle szybkie, sprytne i wytrzymałe. Polują samotnie bądź w małych grupach. Nie chcielibyście spotkać żadnego z nich – ogromne, porośnięte gęstym futrem od którego odbijają się pociski i do tego dwunożne… A najgorsze są ich oczy… Są zbyt ludzkie. Pełne cierpienia, jakiego i my doświadczyliśmy. Pełne… Inteligencji.
Zostało nas pięciu. A w zasadzie pięcioro. Ja, kanadyjkarz Chris, Walt – wielki fan komiksów i gum do żucia, gej Fred i jedyna w naszym gronie kobieta – porucznik Emily Wallace. Twarda i zimna jak stal, wytrwała jak Szerpa. Nikt poza mną nie wiedział, kim jest naprawdę. Chodziło o bezpieczeństwo. Jedyna kobieta wśród tysiąca mężczyzn to gwarantowane kłopoty. Nikt nie mógł wiedzieć, kim jest.
Teraz już mogę o tym mówić, bo Emily nie żyje. Wczoraj znowu zaatakowały nas szczury. Emily miała wtedy wartę… Zdołała zabić trzy zanim się obudziliśmy i pospieszyliśmy jej na ratunek. Trzy! To więcej niż cała nasza grupa zdołała zabić przez rok! Niestety było już za późno i porucznik Wallace została kolejną ofiarą naszej małej wojny.
Zostało nas czterech. Chris, Walt, Fred i ja. Przygotowujemy się na najgorsze. Amunicja jest na wyczerpaniu, słońce zachodzi a bandy szczurów krążą coraz bliżej nas, gotowe rzucić się na nas gdy tylko zapadnie noc.
IV
Nazywam się John Cooper i jestem łowcą szczurów.
Świat skończył się 5473 dni temu. Nie pamiętam dobrze ataku, wszystko wydarzyło się niezwykle szybko. Moi towarzysze zginęli, ja czułem już na skórze oddech śmierci, gdy nagle pojawiła się dziwna postać, odziana w białą szatę. Zdawało mi się, że świeci. Napastnicy uciekli z piskiem, a gdy postać zbliżyła się, dostrzegłem że też jest szczurem. Zamarłem przerażony, modląc się by w magazynku była jeszcze choć jedna kula.
- Nie lękaj się – powiedział szczur ludzkim głosem – nie chcę zrobić Ci krzywdy. Chodź za mną.
Wstałem powoli z dziwnym wyrazem twarzy. W tym szczurze było coś znajomego, ale nie wiedziałem, co konkretnie. To wszystko było tak dziwne, że nie byłem w stanie wydobyć z siebie dźwięku!
Po niedługim marszu dotarliśmy do gniazd. Okazało się, że przez cały rok krążyliśmy tuż obok niego nie mogąc go dostrzec. Mój wybawca odwrócił się i zbliżył do mnie.
- Poznajesz mnie? – spytał patrząc mi głęboko w oczy – Poznajesz mnie tato?
- Lily? Ale jak to możliwe? – spytałem zszokowany.
- Czekałyśmy na Ciebie, tato. Mama codziennie mówiła, że kiedyś do nas wrócisz. Czuła to. No i wróciłeś. Możesz już zdjąć kombinezon, i tak został zniszczony.
Obejrzałem swe ręce i nogi. Wszędzie tam, gdzie kombinezon został uszkodzony zaczynało mi wyrastać gęste futro. Spojrzałem ponownie na Lily a ona się uśmiechnęła.
V
Nazywam się John Cooper i jestem szczurem.
Świat skończył się 9996 dni temu. Odzyskałem rodzinę. I, jakkolwiek ironicznie by to nie brzmiało, jako szczur powoli odzyskuję człowieczeństwo. Kathy i Lily na nowo uczą mnie życia. Od nowa uczą mnie kochać i się cieszyć. Choć świat został doszczętnie zniszczony, Bóg przetrwał, a wraz z nim my. Przygotowujemy się do otwarcia schronów. Chcemy przekonać się, czy ktokolwiek pozostał w nich przy życiu.
VI
Nazywam się John Cooper i uczę się, jak być człowiekiem.
Świat skończył się 10000 dni temu. Dziesięć tysięcy dni w ogniu… Dziesięć tysięcy dni to wystarczająco długo. To idealny moment, by zacząć wszystko od nowa.
Świat zaczął się wczoraj. W schronach nikt nie przeżył. Jesteśmy już bezpieczni.
Jesteśmy szczurami.
Pozostaliśmy ludźmi.
|
__________________
Yossarian zawdzięczał zdrowie ćwiczeniom fizycznym na świeżym powietrzu, pracy zespołowej i duchowi sportowemu, gdyż uciekając przed tym wszystkim odkrył po raz pierwszy szpital.
Joseph Heller - Paragraf 22
|
|
Yoss regeneruje siły...
|
|
| Podoba Ci się ten temat? Kliknij ikonę poniżej! |
|
|
Tagi
|
2009, 2010, akurat, alive, blog, change, dark, death, deep, despair, doom, doom metal, dramat, dział, forum, free, goi, heavy, jaką, kosmici, księżyc, link, live, love, masakra, metal, muzycy, po polsku, pod, pomysły, prawko, przed, single, słowa, teksty, typu, wave, zespół, zombie, śmierć, życie  |
| Narzędzia wątku |
Przeszukaj ten temat |
|
|
|
| Wygląd |
Wygląd liniowy
|
Zasady postowania
|
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów
HTML kod jest Wyłączony
|
|
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:31.
Powered by vBulletin® Version 3.8.7 Copyright ©2000 - 2012, vBulletin Solutions, Inc.
SEO by vBSEO 3.5.0 RC2
|