Nie może zabraknąć tematu o Exodus, hehehe.
Na początek recka mojego autorstwa. Jak znajdę na innym kompie oficjalną biografię i foty, tyż wkleję.
Znacie???
stara recka z HMP...
Exodus „Tempo Of The Damned”
Nuclear Blast 2004
Steve “Zetro” Souza – głos, Gary Holt – git, Rick Hunolt – git, Jack Gibson – bas, Tom Hunting – perkusja.
Scar Spangled Banner, War Is My Shepherd, Blacklist, Shroud Of Urine, Forward March, Culling The Herd, Sealed With A Fist, Throwing Down, Impaler, Tempo Of The Damned.
Produkcja: Andy Sneap
Zacząć wypada od niemuzycznej, lecz bardzo istotnej kwestii. Otóż okładkę do prawdopodobnej płyty roku 2004 w kategorii thrash metalu wykonała warszawska artystka, Jowita Kamińska. Nie jest to żaden komputerowo wygenerowany gniot, lecz grafika idealnie pasująca do dźwiękowej zawartości koperty nią opatrzonej. Brawo!
Apetyty fanów, zaostrzone udanym singlem, długo musiały być trzymane na wodzy. Wreszcie jest. W drugą rocznicę śmierci Paula Baloffa na sklepowe półki trafia album poświęcony Jego pamięci. Album nieprzeciętny, bo zespół Exodus przeciętnych płyt nie zwykł wypuszczać.
Brzmieniowo bez niespodzianek, młotkiem po głowie dawał już singiel „War Is My Sheppard”. Andy Sneap zrobił, co do niego należało. Exodus nigdy wcześniej nie brzmiał tak ciężko. Także w wolniejszych kawałkach („Sealed With A Fist”, „Throwing Down”), przeznaczonych pierwotnie dla projektu Wardance (Holt/Gibson/Hunting).
Po pierwszym przesłuchaniu uznałem, że to płyta Souzy, Gibsona i Huntinga. Ich świetna praca od razu rzuca się w uszy. Zetro jest w życiowej formie! Nigdy wcześniej jego wrzask nie był tak opętańczy, przejmujący, wściekły! Koniec z jednostajnym skrzeczeniem, nowy Zetro to skrzyżowanie Baloffa z Bonem Scottem! Sekcja rytmiczna wywija zaś takie łamańce, że podążanie ich tropem staje się wręcz niemożliwe. Tym bardziej, iż kolejne przesłuchania zwracają uwagę na The H-Team...
Wiosłowi robią zaś swoje. Ale zaraz, chwila... Przecież to najlepszy duet gitarowy w historii thrash metalu! Plączące się riffy i zaskakująco klasyczne solówki nie są tym razem na pierwszym planie, bo to album wyjątkowo skonsolidowanego zespołu. Prztyczek dla Zespołu Znanego Niegdyś Jako Metallica? Niewątpliwie! Niejeden! Dostaje się także Anthraxowi.
Texty to kolejny wieeelki plus! Społeczna tematyka, typowa dla Souzy, połączona jest z antychrześcijańskim przekazem a’la Baloff. Mieszanka wybuchowa, inferno dla anglisty! „Hateriot” (po polsku już nie tak zgrabnie – patriota nienawiści) i „crucifucked” (tłumaczenie niepotrzebne) mają szansę wejść do szerszego użycia, hehe.
Dość szybki „Scar Spangled Banner”, z antybushowskim i gorzkim textem („przez wasze awanturnictwo będziemy żyć w niesławie”), nieźle wprowadza w klimat płyty. Bas! Perkusja!! Wiodący riff!!! Jechaliście kiedyś z dużą
prędkością po autostradzie, kręcąc przy tym piruety w lewo i prawo co kilkaset metrów? Wystarczy zamknąć oczy i wsłuchać się w znakomitą pracę panów H. Dalej jest... nie mogę napisać ”tylko lepiej”, bowiem to album niesamowicie równy. Znany z singla numer drugi gładko przechodzi w wolne rozpoczęcie „Blacklist” (odrobinę przypominające „Seasons In The Abyss” wiadomo kogo). Kawałek rozwija się do średniego tempa z bardzo melodyjnym refrenem. Zakręcony „Shroud Of Urine” („Całun Uryński”) to jeden z najjaśniejszych punktów „TOTD”. Ostro antychrześcijański text jest wściekle wywrzaskiwany przez Souzę – Baloffa wcielonego. „Forward March” zaskakuje riffami żywcem wziętymi z anthraxowego „Out Of Sight, Out Of Mind”, a Souza udatnie naśladuje Belladonnę. Przypadek? Niekoniecznie… Utwór traktuje bowiem o trwaniu zespołu przy swoich ideałach, czego nowojorczycy nie są z pewnością przykładem. „Culling The Herd” to typowy Exodus. Ârednio szybki, pełen znakomitych przejść i klimatu! Tekst? O tym, że nie należy zwiększać pogłowia stada tępych baranów, którzy tworzą większość ludzkości. „Sealed With A Fist” znamy już z mini, podobnie jak “Impaler” (ten jeszcze dłużej, wszak to pełnoletni utwór!). „Throwing Down” – a to dopiero numer!!! Ostry, zjadliwy dowcip! Brzmi jak... nowa płyta ZZNJM! Tekst ośmiesza nie tylko tych gajów, ale także wszystko co podskakuje i każe się przy tym nazywać metalem („wróciliśmy by zająć nasze miejsce, by zmiażdżyć bezmózgich kretynów jak wy”. Tytułowy kawałek, najszybszy na płycie, miażdży więc. Piekielnie ciężki, pokazujący jak powinien brzmieć prawdziwy thrash metal.
Celowo niewiele słów poświęciłem pracy Holta i Hunolta, bowiem to po prostu TRZEBA usłyszeć. żaden znany mi duet gitarowy nie rozumie się tak fenomenalnie. Ten album nie ma słabych punktów, przy tym pozostawia oszołomionego słuchacza ze świadomością, iż to dopiero początek. Exodus stać na dużo, dużo więcej. Ojcowie thrashu powrócili, by zająć należne im od ponad dwóch dekad miejsce: tron! Bardziej skonsolidowani niż kiedykolwiek o czasu „Bonded By Blood”, nareszcie bezkompromisowi, odważnie wyśmiewający nowomodne trendy, ponownie pokazują właściwą drogę młodym grupom. Płyta nowoczesna i tradycyjna zarazem, niewątpliwie klasyczna pozycja w historii thrash metalu! Powrót Króla!
6!!!
Vlad