Tracklist:
1. Dusk Falls Upon the Temple of the Serpent on the Mount of Sunrise - 0:51
2. Cast Down the Heretic - 5:45
3. Sacrifice Unto Sebek - 3:03
4. User-Maat-Re - 9:14
5. The Burning Pits of the Duat - 3:52
6. Chapter of Obeisance Before Giving Breath to the Inert One in the Presence of the Crescent Shaped Horns - 5:21
7. Lashed to the Slave Stick - 4:18
8. Spawn of Uamenti - 1:14
9. Annihilation of the Wicked - 8:36
10. Von Unaussprechlichen Kulten - 9:46
Czwarty studyjny album Nile'a, który bardzo cenię. Piekielnie szybki, za sprawą George'a Kollias'a, kosmicznie ciężki i techniczny. Jeśli ktoś uważa, że do grania takiej muzyki nie potrzeba dużych umiejętności niech ginie! Do grania takich riffów i solówek potrzeba rąk nie z tej ziemi. A perkusja? Kollias to IMO najlepszy i najszybszy metalowy pałker. Wystarczy psłuchać.
Album otwiera niespełna minutowe intro o długim tytule
Dusk Falls Upon the Temple of the Serpent on the Mount of Sunrise. Nie ma co się rozpisywać. Takie w stylu egipskim, bo Nile inspiruje się kulturą Egiptu.
Drugi uderza jak piorun
Cast Down the Heretic. Dla mnie to kawałek nr 1 jeśli chodzi o Nile'a i cały Death Metal. Piekielnie szybka stopa i naprawdę zaje*isty riff w 0:07, który powtarza się w utworze jeszcze kilka razy. No miazga normalnie. Praktycznie nie ma tutaj czasu żeby odetchnąć. Nie ma żadnych zwolnień, szybkość jak uj. Gdzieś w 2:34 zaczyna się mega solo. Najlepsza Death Metalowa solówka jaką słyszałem! Druga gitara cały czas robi niesamowite tło. Naprawdę świetna robota. w 3:32 zaczyna się świetny moment. Uwielbiam kawałem w 3:40, gdzie podwójna stopa gra bardzo szybko a werbel wolno. No genialna sprawa. A później gitara z
prędkością światła. Cała solówka trwa 2 minuty co jest chyba rzadkością w takiej muzyce. Później następuje zwolnienie tempa i wykrzyczany zostaje tytuł. Potem znowu riff z początku i ostro aż do końca.
Trzeci mamy
Sacrifice Unto Sebek do którego nakręcony został teledysk. Jest zupełnie inny od poprzednika. Zaczyna się bardzo wolno i ciężko, ale nie znaczy to, że nie będzie szybko. Mamy ciężki riff, najpierw na niskich dźwiękach, a później dochodzi oktawa. Po wstępie wchodzi szybkie tempo i wokal w stylu "szczekania", które bardzo lubię. W połowie utworu mamy zwolnienie i wysoki riff, który za chwilę grany jest nisko. I powraca tempo. Stop i tornado z krótką solówką. Zaraz potem outro takie jak intro.
Dalej mamy prawie najdłuższy utwór na albumie.
User-Maat-Re, bo tak brzmi jego tytuł trwa ponad 9 minut. Na początku jest fajny klimatyczny wstęp na akustyku czy czymś takim. Po wstępie jest dość szybko, jednak został uzyskany tutaj bardzo ciekawy efekt. Na bębnach jest szybka podwójna stopa, a gitary grają tak flegmatycznie, że zdaje się jakby było bardzo wolno. Oczywiście nie brakuje tutaj szybkich momentów z szybkimi technicznymi riffami. Gdzieś w 3:17 zaczyna się flegmatyczna ale bardzo dobrze brzmiąca solówka. Później duże zwolnienie i ciekawy motyw na gitarach. A po nim gitary dalej wolno a stopa jak młot pneumatyczny. Za chwilę zwalnia i wchodzi wokal. Do tego grany jest ciekawy riff. Około 6 minuty jest zatrzymanie po którym wchodzi już wcześniej grany riff. Bębny szybko gitara flegmatycznie. Całe outro brzmi niesamowicie, złowrogo, niespokojnie.
Piąty w kolejności jest
The Burning Pits of the Duat. Po wolniejszym kawałku przyszedł czas na bardzo szybki. Wszystkie instrumenty grają piekielnie szybko. Pierwsza solówka zaczyna się dość wcześnie, a po niej w okolicach 2 minuty na wokal znowu wchodzi "szczekanie". Dalej druga solówka IMO lepsza od pierwszej. Nawet na chwilę nie ma zatrzymania, do końca trzymają piekielne tempo. I na koniec jest jeszcze jedno gitarowe solo.
Dalej nadchodzi kawałek o najdłuższym tytule na albumie
Chapter of Obeisance Before Giving Breath to the Inert One in the Presence of the Crescent Shaped Horns. Stylowo podobny jest do poprzednika. Również od początku jest bardzo szybko i solówka wcześnie się zaczyna. W połowie utworu jest krótkie zatrzymanie i ciekawy riff. Później chwilę szybko i wchodzi bardzo dobry motyw z dość wolną perkusją. W tle słychać robiące wschodni klimat talerze. Całe outro naprawdę bardzo dobrze brzmi.
Następnie wjeżdża bardzo fajny kawałek
Lashed to the Slave Stick, ciut wolniejszy od poprzedników. Jest tutaj ciekawie brzmiące przeplatanie wokalu z dobrymi szybkimi riffami. Później wchodzi inny riff po czym powrót do poprzedniego motywu. Dalej kilka kostkowanych riffów z szybkim tempem i zwolnienie. A na koniec powrót do pierwszego motywu. Utwór kończy się dość niespodziewanie.
Ósmy jest taki dziwny przerywnik. Robi dziwny klimat. Są tam jakieś instrumenty i słychać jakieś niespokojne głosy. Nosi tytuł
Spawn of Uamenti.
Po nim wchodzi tytułowy przezaje*isty
Annihilation of the Wicked. Początek bardzo przypomina
Cast Down the Heretic, ale cały utwór jest zupełnie inny. Po wstępie wchodzi niespokojna gitara, ach ten klimat. Uwielbiam ten początek. za chwilę dochodzi druga gitara, bas i perkusja. Pierwsza część motywu wolno na bębnach, a druga piekielnie szybko. Dalej raz wolniej raz szybciej, riffy niby nieskomplikowane, ale brzmią świetnie. Jest tutaj coś podobnego do
User-Maat-Re, znaczy bębny szybko gitary wolniej. W 5 minucie jest świetny moment. Najpierw wszystko walcowato, a za chwilę mega tempo na stopie. Dalej tak jak wcześniej, niby wolno, ale szybko. Później mamy outro z pierwszym motywem na gitarze. I tak jak wcześniej, perkusja najpierw wolno później szybko.
Na koniec mamy
Von Unaussprechlichen Kulten. Jest to najdłuższy kawałek na albumie. Moja dziewczyna wiedziała co oznacza tytuł, ale ja zapomniałem. Zaczyna się gongiem czy czymś takim. Wchodzi wolny riff a za chwilę bębny. Chwilę grają dość szybko, po czym wchodzi mega wolne i ciężkie "przerywanie" z growlem jakich mało. Super efekt. Później szybciej, kostkowanie riffy i stop. Wchodzą wolne riffy z wolną perkusją. Ogólnie jest tutaj bardzo wolno i ciężko. Około 4 minuty wchodzą jakieś dziwne instrumenty. Zaryzykuję i powiem że to trąby. Potem jest szybka solówka i szybkie tempo. Druga gitara też wykonuje bardzo dobrą robotę. Po solówce są wolne ciężkie riffy, a na bębnach raz wolno, raz szybko. Po ostatnich wersach tekstu zaczyna się bardzo dobre outro. Bardzo wolne flegmatyczne i znowu jakieś dziwne talerze w tle robiące klimat.
Dobra jakoś doszedłem do końca. Albumu bardzo dobrze słucha się w słuchawkach, bo na słabych głośnikach stopa może trochę zagłuszać resztę. Jeśli ktoś nigdy nie słuchał tego typu muzyki, a chciałby zacząć, polecam zacząć od tego albumu. Mnie spodobał się od razu, od pierwszego słuchania. Nie ma tutaj ciągłej "sieczki" więc każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam!
Ocena 9,5/10