|
Przybysz
Zwiń / Rozwiń info
Zarejestrowany: Jan 2011
Skąd: Brzeszcze
Słucham: Black/Death/Heavy/Power/Melodic Death/Pagan/Blackened Death Metal
Gram na : Gitara, Keyboard
Postów: 40
Panel Piwny:
Otrzymał:
8 za 4 wypowiedzi
Postawił: 4
|
Judas Priest - Hell Bent For Leather/Killing Machine [Full 1979] - [Heavy Metal]
Po zapoznaniu się z British Steel postanowiłem poszukać czegoś jeszcze przy okazji Judas Priest i sięgnąłem po Hell Bent for Leather/Killing Machine (jedyna różnica to nazwa i to że na HBFL znajduje się dodatkowy kawałek The Green Manalishi (with the Two-Pronged Crown). Płytę wydaną rok wcześniej niż "Brytyjska Stal", więc spodziewałem się czegoś trochę słabszego niż następczyni, lecz zawiodłem się w pozytywnym sensie.
1. Delivering the Goods
Zaskoczenie przyszło w zasadzie od pierwszego dźwięku. Wydawać by się mogło, że to żaden hard rock z tego nie będzie, a jednak chwilę później poraża pierwszy riff. Od początku mogłem spodziewać się, że ten album na pewno nie będzie gorszy od British Steel, a może nawet lepszy. 10/10
2. Rock Forever
Tutaj przyznaje trochę się zdziwiłem. Nie zabrzmiało to już metalowo jak pierwszy utwór niemniej jednak coś przykuwało tutaj moją uwagę i była to linia rytmiczna (bas i perkusja). O wokalu nie ma co dużo gadać, bo jak zwykle Rob Halford z piosenki na piosenkę przechodził samego siebie. 10/10
3. Evening Star
Ta piosenka przyznaje się z początku zawiodła mnie. Przy pierwszym przesłuchaniu zastanawiałem się, czy to na pewno ten zespół co rok później nagrał arcydzieło w postaci British Steel? Refren zalatujący nieco popowymi zagrywkami, jednakże z kolejnym przesłuchaniem było co raz lepiej i stwierdzam, że było to ciekawe zagranie ze strony zespołu. 8/10
4. Hell Bent for Leather
Tytułowy (w USA) kawałek z płyty od samego początku poraża mocą. Widać, że jest to typowa piosenka dla motocyklistów. Po dźwiękach akordów granych po 1 w takcie mamy istne pierdolnięcie (bo inaczej się nie da tego określić) w postaci riffu stworzonego przez Glenna Tiptona. Na wielką uwagę zasługuje tutaj świetne tappingowe solo również w wykonaniu Tiptona. Kawałek trochę krótki (mniej niż 3 minuty) wpisujący się w kanon metalowych przebojów. 10/10
5. Take on the World
Istny stadionowy przebój, chwytliwe zwrotki i refren świetny do powtarzania (podobnie jak w United z British Steel). Mimo to również jest świetnym utworem pasującym do tego albumu. Âwietna perkusja (kojarząca mi się z We Will Rock You). 9/10
6. Burnin' Up
Zaczyna się dźwiękami syntezatorów usypiając słuchacza, jednak za moment zaatakuje nas bardzo chwytliwy i melodyjny riff, który budzi słuchacza i przykuwa uwagę. Wydaje się momentami że słyszy się cięższe Led Zeppelin, jednakże to własny styl Judasów. 10/10
7. The Green Manalishi (With the Two-Pronged Crown)
Do czasu tego coveru znana była mi wersja Fleetwood Mac'a, trochę taka smętna i obawiałem się że Judasi tylko wzmocnią linie gitar, tymczasem powstała zupełnia inna piosenka z riffem, który na pewno jest jednym z moich ulubionych. Solówki również świetne. Jak dla mnie obok tytułowych utworów to jest to najlepsza piosenka. 10/10
8. Killing Machine
Tytułowy dla reszty świata utwór. Âwietny riff, ale tego nie trzeba wspominać, utwór rozgrewa się, ale jest świetny zarówno do klaskania, do headbanga i do tupania nogą. Wokal tutaj idzie troszkę inaczej, ciężko wyłapać refren, ale to nie szkodzi. 9/10
9. Runnin Wild
Pierwsza myśl: "Kurwa, Iron Maiden". A jednak! To Adrian Smith (gitarzysta Iron Maiden - przyp. aut.) trochę skopiował riff tego utworu 21 lat po jego wydaniu. Mimo to kawałek jest mocnym, szybkim i krótkim (2:56) kawałkiem zasługującym na uwagę. 10/10
10. Before the Dawn
Zaskoczenie. Znikają mocne riffy, krzykliwy wokal. Pojawiają się gitary akustyczne i delikatny wokal. Z początku byłem zasmucony gdyż chciałem cały czas czadu jaki dawały poprzednie piosenki jednak teraz rozumiem jaki to świetny kawałek z przesłaniem jakiego nie uniosły by te potężne riffy. 10/10
11. Evil Fantasies
Zakończenie płyty. Nie jest to riff szybki, ale równie mocny i ciężki co poprzednie (za wyjątkiem Before the Dawn). Cóż można więcej powiedzieć, bardzo dobra gitarowa robota, perkusja narzucająca całość oraz instrumenty wydające odgłosy jak tłocznie w fabryce. 10/10
Podsumowując, ciężko recenzować płyty Judas Priest, gdyż praktycznie do każdego utworu można napisać dokładnie to samo: "Szybki, ciężki, mocny, chwytliwy riff, znakomita perkusja, znakomity wokal, fenomenalne solówki, idealny na koncerty" jednakże, w każdym z tych utworów przy głębszym przesłuchaniu da się odkryć coś magicznego. A Judas Priest tą płytą właściwie pokazali co będzie na następnym albumie, którym był "British Steel".
|