Data wydania: 2001 rok
Pochodzenie: Finlandia
Gatunek: Atmospheric/Funeral Doom Metal
Skład:
Pasi Koskinen - Wokal
Nathalie (Safrosskin) Koskinen - Wokal kobiecy (chórki)
Jarno Salomaa - Gitara prowadząca, syntezator
Tomi Ullgren - Gitara basowa i rytmiczna
Samu Ruotsalainen - Perkusja
Muzycy gościnni:
Toni Raehelme - Skrzypce
Lista Utworów:
1. Fallen 06:09
2. Angels of Distress 09:44
3. Quiet These Paintings Are 14:40
4. ...to Live for My Death... 17:22
5. Night's Dew 07:01
Total playing time: 54:56
Finowie zawsze byli znani z dosyć dziwnego podejścia do muzyki Metalowej, ekipa która stworzyła tą płytę to nie z pierwszej łapanki przypadkowi ludzie, ale już robiący w muzyce już jakiś czas. Wcześniej współtworzyli wspólnie zespół
Raven w którym wydali tylko demo. Na tym albumie pojawił się nowy wokalista Pasi Koskinen (ex-Amorphis, Ajattara) i on wraz Nathalie tworzą zgrabną połowę do tych pięciu kompozycji.
Utworem otwierającym album jest 6 minutowa kompozycja
Fallen spokojna lecz napiętnowana jak to w Funeral Doom Metalu perkusją i miażdżącą słuchacza gitara basowa, stonowana, przepełniona chórkiem tworzonym przez Nathalie, skrzypce i syntezatory. Całość daje uczucie niesamowitej pustki, izolacji, apatii i zobojętnienia na otoczenie. Pod koniec kompozycji pojawia się krótki tekst recytowany (growlem) przez Pasiego "
I've losted mine strength, i've losted mine sanity. I've seen myself falling, and i'm tired to stand. " po czym kończy się kompozycja. Daje to czas na przygotowanie się do drugiego utworu jakim jest...
Angels Of Distress prawie 10 minutowa kompozycja kontynuująca dzieło poprzedniczki utrzymane w tym samym tempie mające wprowadzić człowieka w kompletną pustkę i chęci podążenia za anielskim śpiewem Nathalie, skrzypiec i syntezatorów. Połączenie demonicznego głosu Pasiego dodaje tej kompozycji niesamowitego klimatu. Brzmi to jak zmaganie się dobra ze złeem. Zrozpaczony anioł odchodzi, a na jego miejsce...
Quiet These Paintings Are 14 i pół minutowa kompozycja spokojnie znosi słuchacza na sam dół kręgu rozpaczy, pozwala poddać się pływowi aby ten mógł odejść, schować się w rogu pokoju i zamknąć w sobie do końca. Na niewątpliwie zainteresowanie zasługuje ciekawy rif gitary basowej który niczym fale oceanu uderzają w słuchacza.
... To Live For My Death ... 17 minutowa kompozycja kontynuująca dzieło poprzedniczek, mimo że mniej tu usłyszymy chórów jak w pierwszych kompozycjach. Możemy delektować się brzmieniami bardziej minimalistycznymi okraszonymi nieraz skrzypcami i ciekawym głosem Pasiego.
Night`s Dew 7 minutowy utwór instrumentalny, który jest nieco szybszą kompozycją w stosunku do poprzedniczek. Przez część utworu żwawej perkusji towarzyszą gitary i syntezator nadając niepowtarzalny klimat, pojawiające się w przejściach same syntezatory dają słuchaczowi chwilę odprężenia.
Co do całości. Myślę że album całkiem spójny całościowo, kompozycje łączą się ze sobą w każdym kolejnym wprowadzając słuchacza w coraz to dziwniejsze odczuczucia depresji, chłodu, bezradności i obojętności. W odróżnieniu od bardziej minimalistycznych grup jakimi są
Evoken,
Skepticism,
Ahab czy rodzimy
Oktor ciekawe wypadło połączenie smyczków i syntezatorów których nie powstydziły by się inne grupy wykonujące pokrewne gatunki muzyczne, można tylko zarzucić grupie małą ilość kompozycji na krążku.
9/10