Avantasia 2010: The Wicked Symphony & Angel Of Babylon.
Z racji że na forum trochę mało recenzji, było co nieco o tym w paru tematach no to postanowiłem naskrobać coś konkretniejszego.
Info o zespole można znaleść w
tym temacie.
Przed premierą było sporo informacji o gościach, których kompletował Tobias, no i oczekiwanie też były spore. Słuchaliście może tych albumów, jak się wam podobają ?
Wg. mine te dwa nowe albumiki są w bardziej heavy w porównaniu z poprzednimi epicko - symfoniczno - powerowymi operami.
Albumy są częścią trylogii, którą zapoczątkował "Scarecrow", okładki albumów też są utrzymane w podobnym co poprzednik stylu. Do produkcji ciężko się przyczepić, wszystko brzmi świetnie.
Muzyka dalej na wysokim poziomie, tak jak zawsze są kawałki z totalnym powerem jak i kilka spokojniejszych.
Od razu mówię że to moja ocena, ja tak czuje muzykę i już.
Na początek coś o samych kawałkach. No to zaczynamy, pierwszy będzie:
Wicked Symphony.
playlista:
01. The Wicked Symphony.mp3
02. Wastelands.mp3
03. Scales Of Justice.mp3
04. Dying For An Angel.mp3
05. Blizzard On A Broken Mirror.mp3
06. Runaway Train.mp3
07. Crestfallen.mp3
08. Forever Is A Long Time.mp3
09. Black Wings.mp3
10. States Of Matter.mp3
10. The Edge.mp3
Tytułowy kawałek The Wicked Symphony trwa aż 9 minut. Zaczyna się iście epicko, piękna, podniosła, symfoniczna wstawka, ale już czuć że będzie jazda... zaczyna Tobias, a pużniej dołączają sie Jorn Jande i Kiske i jest całkiem fajnie, szczególnie w refrenie z chórkami.
Następny utwór rozpoczyna świetna Olivier Hartman na gitarze, szybkie tempo, elegancka solówka, Tobias nie oszczędza głosu i typowy Avantasiowy power, czyli wszystko jak trzeba.
Kolejny kawałek:
Scales of Justice urozmaica na wokalu Tim Owens z Iced'ów i Malmsteina, zrobił na mnie wrażenie, bo jakoś nie specjalnie słuchałem wymienionych kapelek, a głos ma świetny.
Ding For the Angel - od samego początku radiowy hicior, jeszcze przed wydaniem samego albumu. Podziwiam Klausa - tyle lat na scenie a głos dalej niezmienny i zawsze rozpoznawalny. W duecie z Tobiasem po prostu coś pięknego.
Teraz średnie tempo:
Blizard... na początku gitarka z klawiszami, podciągnięcie struny i już kawałek się rozkręca, ale nie rozpędza, jest za to elegancka, spokojna gitarka i melodyjne klawisze.
Kolejny trochę wolniejszy kawałek,
Runaway Train, tytuł znany z Soul Asylium. W drugiej połowie świetne klawisze plus smyczki robią niesamowity klimat, potem wchodzi gitara i mamy naprawdę ładny kawałek.
Cresstfallen - tytuł też znany skąd inąd, zaskoczył mnie tą śmiałą klawiszową wstawką, kóra mnie jeszcze bardziej zachęciła do dalszego zapoznania się za kawałkiem, a potem sprawnie wplata się do kawałka. Bardzo urozmaicony kawałek, jeden z moich faworytów. Mocna gitarka, i ten przesterowany wokal, a potem solówka.... Jak świerzy chleb, zawsze smakuje. Ech.. chciało by się więcej
.png)
Potem trochę spokojniejszy kawałek o smokach i starych czasach.
A następny: konkretna gitarka na początek, ale potem z tempem jest różnie, już prawie spada na glebe... a tu nagle taka heavy soluwa, no no...
Na wokalu w
Black Wings - Ralf Zdiarstek, znany już z czasów albumu Vain Glora Opera (Edguy'a jak by ktoś pytał). Kawałek z konkretnymi gitarkami, jeszcze troszkę treble, niższy krzykliwy wokal, mniej pozostałych gitar i był by może nawet z tego thrash

hehe.. no ale to Avantasia.
Następny kawałek z IMO świetną gitarą na początku.
I ostatni na tej płycie
The Edge, elegancki, bardzo melodyjny akcent na zakończenie płyty z długo wybrzmiewającym głosem Tobiasa.
Angel Of Babylon.
playlista:
01. Stargazers 09:33
02. Angel Of Babylon 05:29
03. Your Love Is Evil 03:53
04. Death Is Just A Feeling 05:21
05. Rat Race 04:07
06. Down In The Dark 04:23
07. Blowing Out The Flame 04:51
08. Symphony Of Life 04:30
09. Alone I Remember 04:48
10. Promised Land (Part 2) 04:47
11. Journey To Arcadia 07:12
Płyta zaczyna się utworem
Stargazers, ciekawy początek, i potem już wiadomo że to Jorn Lande w duecie z Kiske. Ma świetne tępo, momentami troszkę toporne, ale to dodaje mocy kawałkowi.
Następny to utwór tytułowy płyty... From babylon to paradise i cry...
Kolejny utwór, w
Death is just the filing. Na początku skrzypce, a potem Jon Oliva wymiata ze swoim mocnym głosem i ten jego genialny lekko złowieszczy śmiech... Âwietny klimat i konkretny kawałek, coś do krzyczenia na koncertch \m/ "Come to litle closer..." Nie obyło się oczywiście bez solówki.
Odliczanie i jedziemy dalej.
Rat Race, kolejny świetny, mocny kawałek.
Down in the Dark - Jorn Lande na wokalu i już wiadomo że będzie świetnie, pod koniec fajna solówka, można sobie podśpiewywać

mmm... świetny kawałek.
Następny utwór łagodny, ale solówka na końcu jest świetna, dodaje mu poweru, nie za dużo, tak w sam raz, elegancko wkomponowuje się w klimat kawałka.
W
Symphony of Live mamy jedyny kobiecy wokal na płycie. Cloudy Yang, Na razie wokalistka dosyć mało znana, ale ma całkiem ładny głos, chociaż mam wrażenie, że jeszcze lepiej będzie brzmiała na koncertach. Kawałek zdecydowanie najbardziej symfoniczny na krążku.
W następnym utworze Russell z Symphony-X całkiem też całkiem nieźle sobie radzi.
I w końcu nadchodzi
Alone I Remember - no zajebista gitara. Jeden z lepszych kawałków, podchodzi trochę pod hard rock, i bardzo dobrze, to sprawia że album jest zróżnicowany. Trochę mi się też Kiss przypomniał :P
Promied Land - po garach, fajna gitarka i Lande znowu w akcji.
Kolejny kawałek już spokojniejszy, Bob Catley na wokalu z Jornem i Tobiasem, świetne chórki, taki w sam razna zakończenie płyty. Eh, szkoda że już koniec, mógł tego słuchać i słuchać...
Podsumiowanie.
Tak to jest to. Choć na początku miałem lekkie wrażenie że jednak czasem czegoś mi brakuje, może kopa (w tyłek)... bo ostatnio jakoś gustuje w mocniejszych klimatach, ale już się z tego wyleczyłem, na dobre.
Sammet ma to do siebie że jest konsekwentny w swojej muzyce, a w sumie żaden jego album totalnie nie kopał dupy powerem, ani nie był zbyt rzewny, i tak jest i tu. Jest wszystko i w idealnych proporcjach.
Na początku miałem nadzieje że będzie więcej klimatu znanego z Metalowych oper, ale mimo że album kontynuuje klimat poprzedniej płyty (która trochę zmieniła klimat), to jestem pewny że ten album też zagości na stałe w moich zbiorach, bezwarunkowo.
Co do porównań to jest po prostu Avantasia, mimo tylu zaproszonych gości Tobias panuje nad wszystkim i płyta jest całością bo muzyka jest tworzona przez jednego człowieka i to słychać.
Oba albumy mają klimat, który genialnie dopełniają zaproszeni goście, przede wszystkim wokaliści. Głównie Jorn Lande, który udziela się aż na 11 kawałkach, do tego wokalista Scorpionsów i masa świetnych bardziej i mniej znanych głosów. Jak dla mnie bomba.
Ale nie było by tego albumu gdyby nie Tomas, oczywiście wokalnie też pokazuje na co go stać, wymiata skalą w "You Love Is Evil" (silicon angel, you are my fantasy... - nie mogłem się powstrzymać przed zacytowaniem :P )
Te dwa albumy to po prostu koleje świetne krążki w jego twórczości, godny polecenia nie tylko fanom, także tym którzy szukają czegoś z ciekawą muzyką na konkretnym poziomie. Bo taki jest ten album, murowany pewniak.
Ktoś nie lubi poweru to niech nie słucha, ale kliku moich kumpli przekonało się do teog gatunku po tej płycie, a jakoś wcześniejsze im nie wchodziły, może to za sprawą trochę zamienionego stylu, nie wiem.
W każdym razie ja podziwiam tego faceta, on chyba nie ma gorszych płyt....
PS.
Tobias będzie w tym roku z Edguy'em w Płocku, ciekawe czy zagrają coś z Avantasii :P