"Grom" wymiata totalnie, "Satanica" i "Thelema 6" miażdżą. I właśnie prawdziwą muzyczna potęgą Behemoth jak dla mnie był do "Thelemy 6" pomimo, że jeszcze nie byli tak znani. Behemoth co prawda cały czas trzyma naprawdę wysoki poziom, ale jednak ułożył się wygodnie na swoim miejscu i jak dla mnie robi się to trochę monotonne (ostatnie albumy utrzymane w praktycznie takiej samej stylistyce).